Wrażenia ze Szczytu, czyli MVP Summit 2012

MVP_LOGO

Jako Microsoft MVP zostałem zaproszony do udziału w wydarzeniu MVP Summit 2012, czyli zjeździe wszystkich MVP ze Świata. Jako programowy żółtodziób drżałem z wrażenia na myśl o możliwości uczestnictwa w tej imprezie i tym sposobem 24 lutego o pogańskiej godzinie 5:30 stanąłem na Okęciu. Czy było warto? Zdecydowanie tak, o czym postaram się w tym poście krótko napisać 🙂

 

Przelot

MVP Summit odbywa się w głównej siedzibie firmy Microsoft, w Redmond. Zgodnie z zasadami, każdy uczestnik Summitu ma opłacony pobyt, jedzenie i transport na miejscu, ale dotrzeć tam trzeba samodzielnie. Więc się zaczęła pierwsza rzeźba, związana z poszukiwaniem samolotu w rozsądnej cenie i najchętniej nie lecącego przez Władywostok. Ostatecznie udało się znaleźć całkiem rozsądne połączenie, z zaledwie 3-godzinną przesiadką we Frankfurcie – inne pasjonujące propozycje potrafiły zawierać np. nocleg na lotnisku w Amsterdamie 🙂
Jak się okazało jeszcze przed wylotem, tym samym połączeniem na Summit udają się Paula Januszkiewicz z Grzesiem Tworkiem, więc o wspomnianej pogańskiej godzinie kończyliśmy razem pierwszą kawę.

Po dotarciu do Seattle, zostaliśmy przywitani deszczem…

Paula i Grześ wybierali się na północ od Seattle, zahaczając po drodze o Centrum Handlowe i zaprosili mnie do zabrania się. Specjalnie się nie namyślając, zapakowałem się na tylne siedzenie i pojechaliśmy… Kto by pomyślał, że będę miał ponad 70km powrotu, których przejechanie autobusami zajęło mi.. co tam, 3 godzinki! 😉 I to też dzięki pomocy Pauli z Grzesiem, bo gdyby mnie zostawili w środku niewiadomoczego, to wracałbym pewnie do dzisiaj… Niesamowite dla mnie jednak jest, jak wszyscy w Stanach są pomocni. Daleki jestem od ogólnej fascynacji tym krajem, ale naprawdę otwartość ludzi i ich serdeczność robi wrażenie.
Tak czy siak, po prawie 40h bez snu(bo w samolocie okoliczne dzieci postanowiły, że one już spać nie chcą i widocznie uznały że ja też nie) dotarłem do hotelu, rzuciłem się na łóżko i zgasłem.

Aha, więcej o zwiedzaniu opowiadał nie będę, jedyne dwie ciekawostki to fakt, że pierwszego dnia złapał mnie grad, żeby za chwilę walić w oczy pięknym słońcem. A prognoza pogody na cały tydzień wyglądała tak… A sprawdzalność mają niestety niezłą.

Summit właściwy – dzień pierwszy

Pierwszym dniem summitu było tzw. MVP2MVP, czyli sesje zorganizowane w hotelu, podczas których inni MVP(i przedstawiciele MS zresztą też) pokazywali rozmaite ciekawostki. Był np. gość, który wraz z zespołem buduje aplikację bazującą na Kinect SDK, sterującą… buildami w TFS 😀 Uruchomienie builda(po angielsku “build kick off”) wykonuje, jakby wykonywał rzut karny w finale Ligi Mistrzów. Podrzuciłem mu pomysł, który chętnie podchwycił, żeby dodali do aplikacji osiągnięcia, np. Hat-trick.
Inna sesja pokazywała, jak w Microsofcie wyglądają procesy buildów, jak sobie radzą z ich optymalizacją. Ciekawostką jest fakt, że buildy potrafią zajmować 15 do 23 godzin 🙂
Tego dnia udało mi się też poznać plany jeśli chodzi o rozwój codeplexa, czy też usłyszałem o projekcie http://tfseventworkflows.codeplex.com/, dzięki któremu można budować workflowy, subskrybowane do zdarzeń zachodzących po stronie serwerowej.
Bardzo fajna inicjatywa i z tego, czego się dowiedziałem, uruchomiona w roku 2011 – widać było duży entuzjazm wśród uczestników.

Pierwszego dnia miał też miejsce koktajl organizowany przez Ale, naszego regionalnego opiekuna. Była to okazja do poznania MVP z rozmaitych specjalności – wypiliśmy piwko z kolegami ze Słowacji, Słowenii, Węgier, Czech… Nie chcę też zapeszać, ale dzięki nawiązanemu tam kontaktowi prawdopodobnie w maju odwiedzę Słowenię 😉

Summit właściwy – dzień drugi, trzeci i czwarty

Postanowiłem, że ten post będzie nietechniczny i nie będę opisywał merytoryki, jaka była poruszana podczas spotkań. Postaram się wkrótce nadrobić w osobnych postach, może po raz 123151 ożywię bloga (;

Dzień 2, 3 i 4 Summitu przebiegły pod znakiem sesji prowadzonych przez przedstawicieli Microsoft. Kapitalny był fakt, że przedstawiciele zespołu po prostu spędzali z nami cały dzień, w czasie jednej z przerw siedziałem i rozmawiałem np. z Brianem Harrym, czyli facetem, którego bloga mam w RSS Readerze od kilku lat i za samego bloga darzę go wielkim szacunkiem. Aż tu nagle siadasz z nim “Hi Brian, how are you” i zaczynacie rozmawiać o tym, co właśnie było omawiane w sali, jakbyście się znali od dawna. Generalnie atmosfera współpracy w grupie produktowej ALM pomiędzy przedstawicielami MS, a MVP była(poza kilkoma negatywnymi epizodami) bardzo owocna. Bardzo doceniam też ich otwartość, cierpliwość i chęć słuchania społeczności, której niektórzy przedstawiciele byli naprawdę mega marudni, chyba czasem już dla zasady bycia marudnym i pokazania, że “właściwie nie mam lepszego pomysłu, ale wy jesteście microsoft, to dajcie nam lepsze narzędzia” 😉

Bardzo ważnym aspektem dyskusji było licencjonowanie, a że pokazano nam masę nowości(np. jak się rozłożą funkcje odpowiednich edycji Visual Studio), to przy większości z nich było pytanie, jak to się przełoży na cenę i licencje 😉 Byliśmy też jednymi z pierwszych, którzy dowiedzieli się o darmowości Team Explorer Everywhere, a skoro to już oficjalne, to spieszę poinformować wszem i wobec – TEE jest już darmowy(wymagany jest CAL, ale sam produkt jest już free)! Spadła też cena Visual Studio Professional.

Sama platforma ALM niesie masę nowości, postaram się je powolutku omówić w kolejnych postach. W ramach summitu mieliśmy też okazję wydać kilka dolarów w sklepie MS, po cenach “pracowniczych”. Jak już kupiłem ze 3 giery xboxowe, to się dowiedziałem, że prawdopodobnie nie będą śmigać w naszym PALowym formacie(w USA obowiązuje format kodowania NTSC). Więc je musiałem oddać i przywiozłem tylko jakieś drobne upominki dla rodziny 🙂 i btw. chyba mi się xbox obraził, bo po 2 dniach od powrotu zaczął się red ring of death :]

Summit właściwy – dzień czwarty NBA

Czwartego dnia zaplanowałem sobie wyjazd do “pobliskiego” Portland na mecz NBA, lokalni Trailblazers podejmowali Miami Heat… Wypożyczyłem “samochodzik”(chciałem coś w rodzaju Toyoty Corolli, ale ponieważ nie mieli, to dostałem darmowy upgrade do Chevrolete’a Traverse – obok dla porównania stoi Toyota Rav4 🙂 ).

Oprawa, organizacja meczu to coś niesamowitego. Kibice przeciwnych drużyn siedzą ramię w ramię, wspólnie przeżywają mecz, raz wiwatują jedni, raz drudzy. Normalnie piknik, brak chamstwa, brak agresji. Sam mecz sprawia wrażenie znacznie szybszego, niż gdy się ogląda same skróty albo transmisję. No i miałem okazję zobaczyć takie akcje na żywo:

http://www.nba.com/video/games/blazers/2012/03/01/0021100527_mia_por_recap.nba/

Niezapomniane, polecam. “Pobliskie” Portland znajdowało się ok. 3h godzin jazdy samochodem od hotelu, więc stosowałem wszystkie możliwe sztuczki żeby nie zasnąć… ale udało się, a ta metoda okazała się być najskuteczniejszą na jet laga! W samolocie byłem tak niewyspany, że nie pamiętam momentu startu, obudziłem się z godzinę przed lądowaniem w Europie. Przespałem akurat mniej więcej okres 23-8 czasu polskiego, więc nie miałem zupełnie problemu z różnicą czasu 🙂

Podsumowując…

Przygotowując sesję o wrażeniach z Summitu na ostatnie spotkanie WODNUG, zadałem sobie pytanie, czy warto piłować pół świata, żeby zobaczyć to samo, co teoretycznie wszyscy mają dostępne online.

Moja odpowiedź brzmi: zdecydowanie tak. Okazja zobaczenia twórców na żywo, porozmawiania z nimi, dowiedzenia się o niektórych nowościach zanim usłyszy o nich świat, żywy kontakt z VS ALM Rangersami, dopisanie się do produktowej listy dyskusyjnej… aż wreszcie Lebron i D.Wade na żywo –> BEZCENNE!

No Comments

Post a Comment

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.